Okruszki z szuwarów - październik bez samochodu
Takie ulotne drobiazgi, porywane zwykle przez wiatr, a jednak całkiem ciekawe i warte zanotowania. Tym razem z października, który okazał się miesiącem bez samochodu.
Chodzenie pieszo ma swoje plusy dodatnie i ujemne. Zwłaszcza, gdy mieszkasz i pracujesz na wsi i to w oddalonych od siebie o 30 km miejscach, do których nie dojeżdża komunikacja publiczna. Nagle musisz przestać się spieszyć, bo po prostu nie da się określić w jakim tempie będziesz się dzisiaj przemieszczać. Przypomniałam sobie studenckie czasy i znów zaczęłam jeździć autostopem. Okazało się, że bardzo to lubię. Ludzie są ciekawi i uczynni.
Pewnego dnia mój czteroletni synek spojrzał mi głęboko w oczy i szepnął z żarem - "Mamo, chciałbym, żebyś żyła pełnią życia". Jako kobieta na zakręcie, która po czterdziestce dojrzała do tego, żeby zawodowo zacząć wszystko od nowa, zamarłam porażona jego mądrością i przenikliwością. Potem okazało się, że młody miał na myśli nie do końca to co ja.
Brak samochodu oznacza, że zaczęłam odkrywać uroki komunikacji publicznej w Olsztynie. Teraz jest dużo łatwiej niż ongiś - tablice świetlne z godzinami odjazdu, biletomaty na przystankach i w tramwajach... Bywa jednak, że i te udogodnienia nie wystarczają. Podczas podróży tramwajem w godzinach szczytu do przedziału weszła kobieta i próbowała kupić bilet płacąc banknotem. No, tego się akurat nie da zrobić - trzeba mieć bilon albo kartę płatniczą. Zdezorientowana zapytała, czy ktoś ma rozmienić 20 zł. Nikt nie miał, za to jedna z pasażerek dała jej pieniądze na bilet. Szkoda, że to nie byłam ja. Straciłam okazję, by za 3,60 poczuć się naprawdę dobrym człowiekiem. Inni pasażerowie mieli miny, jakby myśleli o tym samym.
Startujemy ze sklepem internetowym. By wczuć się w najmodniejsze trendy kupiłam plik grubych czasopism wnętrzarskich i kobiecych, a teraz odkrywam nowe, piękne światy. Dziwne ludzie mają potrzeby, dziwne ile dla jednych to mało, a dla innych dużo. Mój rachunek w kiosku wyniósł 100 zł - mam nadzieję, że było warto.
Samochód ledwie wrócił z warsztatu, a znów spłatał mi figla. Po prostu stanął przed światłami. I co tu dalej robić na środku skrzyżowania? Zwykle w takiej sytuacji zaczepiam przechodniów, ale tu ich brak, kierowcy jakoś się nie kwapią - każdy się spieszy... Aż tu pojawił się nagle miły biegacz i sam zapytał czy nie pomóc. Zepchnął mi auto na przystanek, kilkadziesiąt metrów, ale z górki. Nic tak nie poprawia humoru jak dobry uczynek - zrobiony czy otrzymany.
Siedzę w zepsutym aucie czekając na lawetę i przeglądam magazyn "Usta". Hasło tego numeru to luksus. Czuję się jakoś tak... surrealistycznie...
W okolicach Olsztyna mieszka bardzo wielu twórczych ludzi. Większość z nich przeniosła się z dużych miast na warmińskie wioski i żyje tu od lat. Raz do roku otwierają swoje domy dla wszystkich ciekawskich - można obejrzeć jak mieszkają, dowiedzieć się czym zajmują się na co dzień, pogadać, wypić kawkę. Sztuka w Obejściu obywa się zwykle w październiku. Warto zapamiętać.
Czym się różni Stare Kawkowo od Starej Karkówki? Dla słownika w telefonie niestety niczym. Zainstalowałam nowy słownik w telefonie, który wie lepiej ode mnie, co mam na myśli i bez pytania o zgodę zmienia słowa w moich wiadomościach. Chyba pare osób w internetach myśli, że jestem niespełna rozumu, bo jak można się tak entuzjazmować Starą Karkówką. Wywaliłam słownik - lepsze już błędy ortograficzne i literówki niż łatka fana nieświeżego mięsa.
Pierwszy raz popsuł się jeszcze pod koniec września, by potem nagle ozdrowieć na kilka dni, po czym kompletnie rozsypała się skrzynia biegów. Jazda przez zakorkowany Olsztyn (remontowane są niemal wszystkie strategiczne ulice miasta, a na obrzeżach trwa budowa obwodnicy) tylko ze sprawnym trzecim biegiem - bezcenne doświadczenie.
Chodzenie pieszo ma swoje plusy dodatnie i ujemne. Zwłaszcza, gdy mieszkasz i pracujesz na wsi i to w oddalonych od siebie o 30 km miejscach, do których nie dojeżdża komunikacja publiczna. Nagle musisz przestać się spieszyć, bo po prostu nie da się określić w jakim tempie będziesz się dzisiaj przemieszczać. Przypomniałam sobie studenckie czasy i znów zaczęłam jeździć autostopem. Okazało się, że bardzo to lubię. Ludzie są ciekawi i uczynni.
Pewnego dnia mój czteroletni synek spojrzał mi głęboko w oczy i szepnął z żarem - "Mamo, chciałbym, żebyś żyła pełnią życia". Jako kobieta na zakręcie, która po czterdziestce dojrzała do tego, żeby zawodowo zacząć wszystko od nowa, zamarłam porażona jego mądrością i przenikliwością. Potem okazało się, że młody miał na myśli nie do końca to co ja.
Brak samochodu oznacza, że zaczęłam odkrywać uroki komunikacji publicznej w Olsztynie. Teraz jest dużo łatwiej niż ongiś - tablice świetlne z godzinami odjazdu, biletomaty na przystankach i w tramwajach... Bywa jednak, że i te udogodnienia nie wystarczają. Podczas podróży tramwajem w godzinach szczytu do przedziału weszła kobieta i próbowała kupić bilet płacąc banknotem. No, tego się akurat nie da zrobić - trzeba mieć bilon albo kartę płatniczą. Zdezorientowana zapytała, czy ktoś ma rozmienić 20 zł. Nikt nie miał, za to jedna z pasażerek dała jej pieniądze na bilet. Szkoda, że to nie byłam ja. Straciłam okazję, by za 3,60 poczuć się naprawdę dobrym człowiekiem. Inni pasażerowie mieli miny, jakby myśleli o tym samym.
Startujemy ze sklepem internetowym. By wczuć się w najmodniejsze trendy kupiłam plik grubych czasopism wnętrzarskich i kobiecych, a teraz odkrywam nowe, piękne światy. Dziwne ludzie mają potrzeby, dziwne ile dla jednych to mało, a dla innych dużo. Mój rachunek w kiosku wyniósł 100 zł - mam nadzieję, że było warto.
Samochód ledwie wrócił z warsztatu, a znów spłatał mi figla. Po prostu stanął przed światłami. I co tu dalej robić na środku skrzyżowania? Zwykle w takiej sytuacji zaczepiam przechodniów, ale tu ich brak, kierowcy jakoś się nie kwapią - każdy się spieszy... Aż tu pojawił się nagle miły biegacz i sam zapytał czy nie pomóc. Zepchnął mi auto na przystanek, kilkadziesiąt metrów, ale z górki. Nic tak nie poprawia humoru jak dobry uczynek - zrobiony czy otrzymany.
Siedzę w zepsutym aucie czekając na lawetę i przeglądam magazyn "Usta". Hasło tego numeru to luksus. Czuję się jakoś tak... surrealistycznie...
W okolicach Olsztyna mieszka bardzo wielu twórczych ludzi. Większość z nich przeniosła się z dużych miast na warmińskie wioski i żyje tu od lat. Raz do roku otwierają swoje domy dla wszystkich ciekawskich - można obejrzeć jak mieszkają, dowiedzieć się czym zajmują się na co dzień, pogadać, wypić kawkę. Sztuka w Obejściu obywa się zwykle w październiku. Warto zapamiętać.
Lubię wycieczki do Starego Kawkowa. Już sama podróż krętymi alejami do tej małej warmińskiej wioski jest wielką przyjemnością. Tym razem poszwendaliśmy się też trochę po okolicznych polach. Jest tam górka pełna poziomkowych krzaczków. Mój znajomy - Darek - mówi, że latem wystarczy się położyć na trawie i zajadać. A jak się wyje wszystkie owocki, to trzeba się kawałek sturlać i dalej zajadać. Kiedy będzie to lato?
| Okolice Starego Kawkowa. |
Czym się różni Stare Kawkowo od Starej Karkówki? Dla słownika w telefonie niestety niczym. Zainstalowałam nowy słownik w telefonie, który wie lepiej ode mnie, co mam na myśli i bez pytania o zgodę zmienia słowa w moich wiadomościach. Chyba pare osób w internetach myśli, że jestem niespełna rozumu, bo jak można się tak entuzjazmować Starą Karkówką. Wywaliłam słownik - lepsze już błędy ortograficzne i literówki niż łatka fana nieświeżego mięsa.
Chodzenie pieszo wyostrza zmysły. Na przykład zapachy - codziennie przez tyle miejsc, a dopiero teraz mogę doświadczy jak pachną (i to wcale nie Starą Karkówką). Samochód ciągle zepsuty - chodzę więc dalej, chociaż już listopad..

Komentarze
Prześlij komentarz